poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 1: Katherine

-Ta dziewczyna... to ktoś kogo znasz, tak?-zapytał.
-To moja przyjaciółka, Emily. Kocham ją najbardziej na świecie, jest jedyną tak bliską mi osobą. Mam wsparcie tylko u niej. Jest dla mnie jak rodzina.- poczułam, że łzy cisną mi się do oczu. -Jeśli wyjdzie z tego wszystkiego cało będę najszczęśliwszą osobą na tej Ziemi.- rozpłakałam się.
Harry pokazał gestem, aby się do niego przytuliła. Jego ciepłe ramiona objęły mnie najdelikatniej jak tylko mogły.
-Cii... Nie płacz. Jestem pełen nadziei, że niedługo znów zobaczysz swoją przyjaciółkę z uśmiechem na twarzy. Wierzę w to i ty też powinnaś.
Takie słowa nigdy na mnie nie działały. Zawsze gdy ktoś próbował mnie pocieszyć, nawet najszczersze słowa i przekazy nie sprawiały, że poczułam się lepiej. Jednak przy Harrym poczułam się inaczej.. Przestałam płakać. Zupełnie jakby mnie zahipnotyzował. Odkleiłam się i usiadłam prosto. Był inny, podobał mi się, ale to nie zmieniało faktu, że nadal był obcą osobą o której nic nie wiem. I nie wiadomo co się dowiem.
-Dlaczego byłeś w tym klubie?- zapytałam.
-Miałem ciężki dzień. Pokłóciłem się w zespole i miałem taki impuls... Wiesz, wejść do klubu i porządnie się napić.- uśmiechnął się smutno.-Ale nie zdążyłem.
-Chwila.. W zespole? Jesteś w zespole?
-Ah, no tak. Czasami zapominam, że ktoś mnie nie rozpoznaje. Może kojarzysz.. Moje nazwisko to Styles. Zespół One Direction.
      Gdy wypowiedział te słowa przestałam cieszyć się z tego, że siedzę akurat obok niego. Nie miałam dobrej opinii o celebrytach. Na dodatek to co powiedział brzmiało trochę jak "Nie znasz mnie? Oh jak to w ogóle możliwe? Jestem Harry Styles, tak TEN HARRY STYLES. Chcesz autograf?". Nie ukrywałam jak bardzo mnie to od niego odtrąciło.
-O co chodzi? Dlaczego tak na mnie patrzysz? Coś nie tak?- zdziwił się.
-Niee, oczywiście wszystko w porządku.- prychnęłam.
      Siedzieliśmy nic do siebie nie mówiąc. Podeszłam do okna. Na ten moment wszystko, nawet liczenie samochodów na parkingu było ciekawsze od patrzenia na Mr. SuperMan Styles. Na zewnątrz panował zmrok, tylko latarnie oświetlały plac przed szpitalem. Udawałam silną, nie płakałam, lecz wgłębi pękało mi serce i myślałam tylko o Emily. Co jeśli właśnie jej serce przestało bić i lekarze walczą o jej życie? Co jeśli... Rany, Katherine opanuj się! Dlaczego ja w ogóle o tym myślałam? Powinnam być pełna nadziei a zamiast tego wymyślam smutne scenariusze. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie lekarz. Miły pan w białym fartuchu wyszedł drzwiami z napisem "Blok Operacyjny" i podszedł do mnie.
-Przepraszam... Ty jesteś znajomą tej dziewczyny, która została tutaj przywieziona?
-Tak.- powiedziałam przestraszona tym co zaraz usłyszę.
-Potrzebujemy kontakt do jej rodziców.
-Tak, oczywiście.-powiedziałam wyjmując telefon z kieszeni.-Ale.. Czy z nią wszystko dobrze?
-Nie do końca... Przykro mi to mówić, ale.. Emily nie udało się uratować. Robiliśmy co w nasze..
-Co?! Ale to nie możliwe...-zaczęłam chodzić panicznie po korytarzu nie wierząc w to co słyszę. Nie wyobrażałam sobie życia bez Emily. To co się działo teraz w mojej głowie było nie do wyobrażenia... Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłonie. Zaczęłam płakać.
-Potrzebujemy kogoś kto powiadomi jej rodziców... Po prostu powie, aby tutaj przyjechali. Czy...Czy możesz to zrobić?-lekarz zapytał niepewnie.
Pokiwałam głową. Doktor odszedł, natomiast podszedł do mnie Harry.
-Kath...
-Zostaw mnie w spokoju!
-Skoro chcesz żebym Cię zostawił to lepiej już pójdę. Daj mi swój telefon, wpisze mój numer. Dasz mi znać jakbyś mnie potrzebowała.
Przekazałam mu telefon i prychnęłam śmiechem.
-Taak. Oczywiście weź mój numer "jakbym cię potrzebowała" a potem...
-A potem co Katherine? Mam skasować ten numer? Za kogo mnie masz?
-Hmm, no wiesz, za kogoś super sławnego kto będzie udawał, że jest tylko normalnym człowiekiem, potrafi ufać i być godnym zaufania a na końcu i tak wyjdzie inaczej, jak zawsze jest z wami!
-Mam skasować?
Pomimo wszystko, cicho zaprzeczyłam.
-Nie jestem tym za kogo mnie uważasz Katherine.-oddał mi telefon.-Może i celebryci nie mają najlepszej opinii, ale uwierz... Nic o mnie nie wiesz.- powiedział bardzo spokojnie, cichym głosem po czym tak po prostu wstał i wyszedł. Spieprzyłam. Było mi przykro, nie powinnam go osądzać. Ponownie podeszłam do okna i patrzyłam jak Harry wsiada do samochodu i odjeżdża. Spojrzałam na mojego iPhone'a. Zapisałam jego numer i weszłam w kontakty. Miałam bardzo ważny telefon do wykonania.  "Mama Emily"- wybrałam.
-Halo..? Co się stało Katherine, dlaczego dzwonisz o 12 w nocy?- odpowiedziała zaspanym głosem
-J-ja przepraszam, że cię budzę, ale... musisz przyjechać do szpitala.-byłam z mamą mojej przyjaciółki na "ty"-Chodzi o Emily.
-Już jadę, ale jak to?! Co się stało?!
-Ona...
-Katherine proszę... Powiedz, że to nie prawda.
-Proszę przyjedź tu..-powiedziałam zanosząc się płaczem i rozłączyłam.
To były najgorsze momenty mojego życia.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyjście